post title
  • S. Karolina

Każdy człowiek ma w sobie dobro i pokój serca

Niesienie pokoju zaczyna się od uśmiechu” Matka Teresa z Kalkuty

Każdy człowiek ma w sobie dobro i pokój serca, ale tylko od niego samego zależy, czy zechce przekazywać te wartości innym. Matka Teresa uczy nas, że należy zacząć od zwykłego, życzliwego uśmiechu. W okresie, kiedy przebywałam wśród ludzi chorych, potrzebujących mnie, mojego dobrego słowa, życzliwego gestu wiele zdawało by się banalnych spraw nabrało zupełnie innego wymiaru. Tu zrozumiałam, że czasem właśnie ten jeden życzliwy uśmiech potrafi skruszyć mur nieufności, złagodzić cierpienie, poprawić nastrój ...

Pomoc fizyczna jest ogromnie potrzebna chorym w pokonywaniu codziennych trudności, jednak czasem sama tylko obecność wśród nich, a nawet wspólne milczenie sprawia, że świat staje się bardziej przyjazny, ból mniej dokuczliwy i łatwiej znosić tęsknotę za bliskimi, za czymś, co już nie wróci.

Mam ogromną nadzieję, że spotkanie z chorymi ubogaciło mnie duchowo i pozwoli mi w przyszłości łatwiej zrozumieć potrzeby bliźniego oraz nieustannie pomagać mu w pokonywaniu uciążliwości życia ziemskiego, ale również, a może przede wszystkim tym bogactwem ducha z nim się dzielić.

Sierpień 2013

post title
  • Józef

Dziękuję Bogu za to, że trafiłem tutaj

Mam na imię Józef, pochodzę z wielodzietnej rodziny – było nas dziewięcioro. W domu rodzinnym nie przelewało się, ale byliśmy szczęśliwi. Mile wspominam dzieciństwo.

Ukończyłem szkołę zawodową, następnie technikum budowlane i trzyletni kurs uprawniający do pełnienia funkcji kierownika budowy. Po jego ukończeniu we Wrocławiu, zacząłem pracę w budowlance jako majster i w tym samym czasie zaciągnąłem się do wojska do Szczecina. Po ukończeniu służby wojskowej wróciłem do przedsiębiorstwa budowlanego i po pewnym czasie zostałem kierownikiem budowy. Lubiłem moją pracę, była dla mnie bardzo ważna. W tym czasie ożeniłem się. Mieliśmy z żoną trójkę dzieci, niestety po kilku latach jeden z synów nagle zmarł. W małżeństwie przestało się układać więc rozstaliśmy się. Na zdrowiu również podupadłem – serce odmówiło posłuszeństwa i przeszedłem na rentę.

Po pewnym czasie ponownie ożeniłem się i z tego małżeństwa mam syna. Tym razem również nie układało się - nie była to prawdziwa miłość więc znów rozstaliśmy się.

Po nieudanych związkach małżeńskich wróciłem w rodzinne strony do Bukowca i zamieszkałem z rodzicami, którzy byli schorowani i w końcu zmarli. Musiałem sobie radzić, utrzymać dom i wyżywić się. Nie był to najlepszy okres w moim życiu. Na rodzeństwo też nie mogłem liczyć bo każde z nich miało swoje życie i problemy.

Podupadłem na zdrowiu, nogi odmówiły posłuszeństwa i przestałem chodzić. Do tego doszła choroba nowotworowa więc z pomocą siostry znalazłem miejsce w hospicjum w Gorzowie. Stan mojego zdrowia polepszył się jednak i nie mogłem dłużej tam przebywać. Postanowiłem zatem zamieszkać w Zespole Domów Pomocy Społecznej w Wieleniu.

Dziękuję Bogu za to, że trafiłem tutaj. Mieszkam w pokoju 2 – osobowym, mam wspaniałą opiekę pielęgniarską i socjalną i wiem że mogę tutaj spokojnie przebywać bez obawy o swoje zdrowie i życie.

Lipiec 2013
post title
  • Pani Jola, 64 lata

Odnalazłam tutaj swoje miejsce i poznałam bardzo wiele wartościowych osób

Urodziłam się 64 lata temu. Naukę rozpoczęłam w Szkole Podstawowej w Poznaniu przy ulicy Strusia, natomiast w szkole specjalnej zdobyłam zawód krawcowej. Zaraz po jej ukończeniu zaczęłam pracować w zakładzie chronionym jako krawcowa i tam przepracowałam 16 lat. Miałam 26 lat kiedy zmarła moja mama. Po jej śmierci pracowałam do momentu, gdy zachorował mój ojciec i musiałam się nim zaopiekować. W opiece nad ojcem pomagał mi mój starszy brat. Po śmierci ojca brat pomógł mi złożyć wniosek z prośbą o przyjęcie do Domu Pomocy Społecznej w Poznaniu przy ulicy Mogileńskiej, w którym przebywałam prawie 2 lata. Nie mogłam przebywać tam dłużej ze względu na mój stan zdrowia, który nie kwalifikował mnie do dłuższego pobytu w tej placówce.

W 1997 roku zamieszkałam w Zespole Domów Pomocy Społecznej prowadzonym przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi w Wieleniu i przebywam tu do chwili obecnej. Tutaj znalazłam wsparcie ze strony sióstr, personelu a także innych osób, w tym moich współmieszkańców. Zawsze służą pomocą, dobrą radą, znajdą czas na rozmowę. Bardzo lubię brać udział w zabawach, spotkaniach, wyjazdach organizowanych przez dyrekcję i pracowników naszego Domu. Najbardziej lubię lato gdyż wtedy mogę spacerować po naszym przepięknym parku, a to z kolei pozwala na rozmyślania i snucie wspomnień. O tej porze roku wszystko rozkwita, jest kolorowo, ptaszki zaczynają śpiewać, jednym słowem park zamienia się w raj.

Mam także o 2 lata starszą siostrę, która mieszka w Poznaniu. Zawsze miałyśmy dobry kontakt ze sobą, ale kiedy wyszła za mąż to niestety wszystko się urwało. Do czasu, kiedy mój brat dobrze się czuł, jeździłam do niego w odwiedziny. Teraz już jest bardzo schorowany i nasz kontakt praktycznie nie istnieje. Często jest mi przykro kiedy do moich współmieszkanek przyjeżdżają w odwiedziny ich najbliżsi, no ale takie jest życie.

Siostry, personel świecki, panie socjalne, a także panie terapeutki starają się zastąpić mi moich najbliższych, otaczają mnie opieką, dobrym słowem, zawsze znajdą czas, by porozmawiać gdy tego potrzebuję. Kiedy mam zły dzień - bo przecież w życiu nie zawsze jest tak kolorowo - wtedy zawsze mogę iść z swoim problemem i porozmawiać z nimi. Nigdy nie spotkałam się z jakąkolwiek odmową wsparcia.

W 2013 roku zostałam wybrana przez Mieszkańców Naszego Domu do Rady Samorządu, w którym pełnię funkcję członka zarządu. Jestem z tego bardzo dumna, bo przecież to znaczy, że zostałam w jakiś sposób doceniona przez swoich współmieszkańców i jest to dla mnie ogromne wyróżnienie.

Po 16 latach pobytu w Wieleniu mogę stwierdzić, że odnalazłam tutaj swoje miejsce i poznałam bardzo wiele wartościowych osób, na które w każdej sytuacji mogę liczyć, ale przede wszystkim mam wspaniałą opiekę, której moi bliscy nie mogliby mi zapewnić.

Czerwiec 2013

post title
  • Anna, 45 lat

Tu znalazłam dom, oparcie, miłość ze strony Sióstr jak i personelu całego Domu

Mam dopiero 45 lat. Całe życie jeszcze przede mną. Większość czasu tułałam się po różnych ośrodkach, ale zacznijmy wszystko od początku.

Urodziłam się 26.05.1968 r. w Warszawie. Po dwóch latach przenieśliśmy się do Salec. W międzyczasie urodziła się moja siostra Grażyna i brat Andrzej.

Jako małe dziecko byłam bardzo zżyta z rodzeństwem i tatą. Bardzo dobrze wspominam ten okres. Z mamą nigdy nie miałam dobrego kontaktu. Wolała pić niż się nami zajmować. Doszło do tego, że zostały odebrane jej prawa rodzicielskie. Cały ciężar opieki spadł na naszego ojca. Starał się jak mógł, jednak nie podołał obowiązkom, które na niego spadły.

W wieku 6 lat zostałam umieszczona w Domu Dziecka w Świdrze, a rodzeństwo w innej placówce. Tak zaczęła się moja tułaczka po różnych ośrodkach.

W 1979 roku zostałam przeniesiona do Leszna. Mama bardzo rzadko mnie tam odwiedzała i kontakt z nią szybko się urwał. Ostatni list od niej otrzymałam z informacją o śmierci mojego ukochanego taty, który zmarł na raka wątroby. Uczęszczałam wtedy do szóstej klasy szkoły podstawowej.

W 1987 roku zostałam przeniesiona do Kostowca. Tam spędziłam trzy lata ucząc się zawodu krawcowej. Po jej ukończeniu zamieszkałam w Wieleniu. Miałam wtedy niespełna 19 lat.

Jestem tutaj już 26 lat. Tu znalazłam dom, oparcie, miłość ze strony Sióstr jak i personelu całego Domu. Co będzie dalej, co przyniesie los? Tego nikt nie wie. Kolejne lata mojego życia napiszą scenariusz na dalsze wspomnienia.

Marzec 2013