post title
  • Pani Agnieszka, lat 34

Po prostu miłość

Mieszkałam w Warszawie. Byłam jedynaczką. Tam chodziłam do przedszkola i szkoły podstawowej. Lubiłam i nadal lubię śpiewać, rysować, wyszywać... Pamiętam wakacje z Mamą i Tatą... najczęściej wyjeżdżaliśmy na Mazury. W ogóle latem bardzo dużo czasu spędzaliśmy nad wodą. Patrzyłam jak Tato wędkuje i papugowałam. W ten sposób nauczyłam się łowić ryby. Korzystaliśmy z dobrego sprzętu wodnego, bo mój Tato prowadził wypożyczalnię motorówek. Mam bardzo wiele zdjęć z tamtego czasu, które lubię oglądać. Te chwile, to moje kochane wspomnienia.

Wszystko przeminęło - najpierw zmarła moja Mama, wkrótce Tato. Zostałam z Babcią, ale nie na długo, bo i ona umarła. Zostałam sama. Nie życzę tego nikomu. Wszystkich ludzi się bardzo bałam, nie podchodziłam do nich... Załamałam się... Skutki odczuwam nadal, choć dziś pokonałam strach, bo ludzi trzeba kochać. Trafiłam do Domu Dziecka, a w 1991 roku do Domu w Wieleniu. Była wtedy piękna pogoda... Byłam bardzo młoda, miałam 20 lat.

Pamiętam, że któregoś dnia znalazłam w naszym parku chorego ptaka, który miał chore skrzydełko, pomogłam mu - dawałam mu jeść i pielęgnowałam. Patrzyłam jak dochodził do siebie. Gdy wyzdrowiał, to go wypościłam... Byłam wtedy w dobrym humorze.

Ludzie których spotkałam mieli dla mnie dobre słowo, szanowali mnie, odwodzili od złego. Bardzo mi się podoba to, że widzę wiele radości w ludziach. Wiele osób okazuje mi serce, nawet wtedy, gdy same są smutne. Ja też znajduję w sobie szacunek do innych. Nie chcę ich smucić. Dziękuję za wszystko, że na swojej drodze poznałam dobrych ludzi. Mam dziś to, czego mi bardzo potrzeba - to jest po prostu miłość.

Listopad 2005

post title
  • Pan Piotr, lat 39

Chcę samodzielnie chodzić

Miałem 35 lat, byłem pod wpływem alkoholu, kiedy zostałem pobity w parku przez czterech mężczyzn. Dwóch z nich, było moimi kolegami. Znałam ich od dziecka. Dziś już oboje nie żyją - zginęli pod wpływem alkoholu w tragicznych okolicznościach.

Znalazłem się w szpitalu rejonowym, gdzie leżałem dwa tygodnie. Później przewieziono mnie do Piły. Tu byłem operowany. Leżałem nieprzytomny, nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Po operacji trafiłem do hospicjum w Złotowie. Byłem 18 miesięcy nieprzytomny, ale wiem jedno, że przy moim łóżku stała śmierć... Kiedy się przebudziłem, nie mogłem poznać własnych Rodziców. Stopniowo odzyskiwałem świadomość. Po dwóch tygodniach usiadłem na wózku, na którym poruszam się do dziś.

W hospicjum byłem 3 lata. Gdy miałem 38 lat przywieziono mnie do Domu prowadzonego przez Siostry. Tutaj jestem pod stałą opieką medyczną. Zacząłem też intensywnie ćwiczyć. Po jakimś czasie potrafiłem sam stanąć na nogi i przejść przy barierce kilka kroków. Największy kłopot sprawia mi prawa ręka i noga. Ale wiem, że nie mogę rezygnować. Nie mogę pić, bo przez picie to wszystko... Chcę samodzielnie chodzić...

Listopad 2005
post title
  • Pani Dorota, lat 38

Zawsze będziemy razem

Pochodzę z rodziny wielodzietnej. Było nas siedmioro, a ja byłam czwarta. Rodzice wcześnie zmarli. Po przeżyciach związanych z ich śmiercią popadłam w silną nerwicę. Byłam bez środków do życia. Wtedy zainteresowały się mną Siostry Rodziny Maryi. Siostra Alberta zawiozła mnie do Poznania, do Arcybiskupiego Seminarium Duchowego. Tam pracowałam siedem lat i poszłam na rentę. Późnej wróciła do rodzinnego domu, w którym było dwóch braci i siostra. Panująca w domu atmosfera pogłębiała moją chorobę, aż trafiłam do Obrzyc. Stąd po leczeniu przewieziono mnie do Domu Pomocy Społecznej w Jasieńcu, w którym przebywały kobiety i mężczyźni.

Byłam w takim stanie, że nie zwracałam wtedy uwagi ani na swój ubiór ani na zdrowie... piłam piwo i paliłam papierosy.

W tym samym czasie moja młodsza siostra - Tereska, trafiła do Domu prowadzonego przez Siostry w Wieleniu. Ciocia, która nas odwiedzała, zdecydowała, że powinniśmy być razem i podjęła starania o moje przeniesienie do Wielenia. Od dwóch i pół roku jestem z moją siostrą w Wieleniu. Mieszkamy z Tereską w jednym pokoju i bardzo jesteśmy ze sobą zżyte. Dbamy o swój wygląd zewnętrzny. Teraz chodzę elegancko ubrana i czuję się bardzo dobrze. Obie lubimy też pomagać - sprzątamy, opiekujemy się starszymi paniami, pracujemy w parku. Przez cały rok jest tutaj tak ładnie, a szczególnie wiosną i latem kiedy wszystko kwitnie i jest kolorowo.

Lubię się bawić, więc korzystam z różnych wyjazdów na imprezy i zabawy. Najmilszym wspomnieniem w tym roku są wakacje w Świnoujściu i kąpiel w morzu...

Dzięki temu, że jesteśmy razem, łatwiej jest nam utrzymywać kontakty z naszym rodzeństwem. Bracia i siostry mieszkają obecnie w różnych miejscowościach, ale to od nas wszyscy dowiadują się co u każdego słychać.

Jesteśmy tu szczęśliwe i już zawsze będziemy razem.

Lipiec 2005

post title
  • Pani Edyta, lat 32

Teraz czuję miłość i życzliwość.

Mama zostawiła mnie zaraz po narodzinach w Warszawie i już jako sierota przebywałam w państwowych Domach Dziecka.

Wiem czym jest brak miłości...

Później uległam wypadkowi samochodowemu, co zakończyło się niedowładem lewej ręki. Od 1998 r. moje życie związane jest z Siostrami Franciszkankami Rodziny Maryi... Najpierw trafiłam do internatu w Kostowcu i tam chodziłam do szkoły zawodowej o kierunku krawieckim. Po ukończonej szkole, Siostry przywiozły mnie do Wielenia...Tu zaczęłam inaczej patrzeć na życie. Staram się otaczać miłością i opieką starsze Panie, mieszkające wraz z mną w tym Domu... spędzam z nimi wolne chwile... cieszę się, że mogę im służyć i czuję się w tej roli bardzo dobrze... Jestem im tu potrzebna. Teraz czuję miłość i życzliwość.

Październik 2004