post title
  • Pani Janina, lat 79

„Minęło mi 50 lat pobytu w Domu...”

Urodziłam się w wielodzietnej rodzinie. Wcześnie straciłam matkę... Od dwunastego roku życia pracowałam w gospodarstwach niemieckich... i tak przez całą okupację. Po wojnie byłam na służbie u Polaków. W końcu trafiłam do gospodarzy, którzy mieli krewną - siostrę zakonną w Zgromadzeniu Rodziny Maryi. Siostra Helena była pielęgniarką w Wieleniu. Kiedyś zaproponowała mi, że może mnie zabrać do siebie... Był wrzesień 1954 roku - pamiętam, że była to pierwsza podróż w moim życiu. Jechałam sama z dwiema przesiadkami do Wielenia. Siostra Helena czekała już na mnie na dworcu, a potem przyprowadziła mnie do Domu Św. Józefa...

Ta figura do dziś tu stoi, ale to miejsce wyglądało wtedy zupełnie inaczej..., wokół był warzywniak - ziemniaki, kapusta, fasola na długich tyczkach... W tym czasie było tu 700 Mieszkańców, potem niektórzy z nich trafili do innych placówek, a część nawet sama rozwoziłam. Wtedy były cztery oddziały leżące... Do Sióstr należało wielkie gospodarstwo: uprawiano pola - zboża, ziemniaki, warzywa, wypasano łąki, były krowy, konie, świnie, drób... a przede wszystkim to co Siostry i Mieszkańcy sami wypracowali... robiono masło, sery, wędliny, zaprawy... i tak jak teraz pieczono chleb. Warunki były dużo cięższe niż dziś... Dom był przeludniony. Siostry ściśnięte po kilka w pokojach żeby zmieścić jak najwięcej Mieszkańców. Pielęgniarki na przykład mieszkały w dyżurkach na oddziałach. Pracowało się po 10 godzin, ale dawałam sobie radę i nie narzekałam. Nie było pralek, froterek do podłogi takich jak obecnie, nie było pampersów i takiej pościeli... Dużą część czasu zajmowały więc reparacje, łatanie, prało się na tarach i magiel był ręczny...

Później zostałam przeniesiona do ambulatorium, gdzie pracowałam 32 lata. Sprzątałam, paliłam w piecach, przynosiłam leki z apteki, roznosiłam je później opisane po oddziałach. Po pracy też chętnie pomagałam w ogrodzie... nawet nie wiem jak minęły te wszystkie lata... od dawna jestem już na emeryturze. Mam tu swoje mieszkanko, tak dobrze się w nim czuję - jestem blisko, a zarazem mogę być trochę "samotnicą". Teraz, kiedy mam dużo czasu, zachwycam się parkiem, który kiedyś był zarośnięty i przypominał dżunglę, a dziś tak pięknie wygląda o każdej porze roku.

Wrzesień 2004
post title
  • Siostra Anna, lat 78

„Zapisałam ich w moim sercu”

Pamiętam Siostrę Weronikę Wojciechowicz... W czasie wojny zmuszona opuścić Wieleń, tułała się z chorymi po Warszawie szukając dla nich schronienia. Mówiąc o Wieleniu nie mogę nie wspomnieć o Siostrze Helenie Zenker, która w przebraniu świeckim pozostawała w zakładzie w czasie okupacji. Gdy tylko Niemcy opuścili Wieleń, natychmiast zawiadomiła władze zakonne o tym fakcie. Siostry mogły wrócić do swojego domu wraz z podopiecznymi... Do zakładu wtedy przywożono ludzi z całej Polski. Dużą część stanowili powstańcy warszawscy. Ponad 200 z nich zmarło na tyfus, który z sobą przywieźli... Umierały też Siostry, które sprawowały nad nimi opiekę. Umierali jeden po drugim...

2004
post title
  • Pani Maria, lat 51

„Tu stałam się wolna”

Kiedyś nie interesowało mnie otoczenie. Żyłam w swoim świecie... rezygnacja, otępienie, chodzenie bez sensu, byłam jak wypalone drzewo... Ten stan trwał trzy lata i z tego okresu prawie nic nie pamiętam. Mam schizofrenię.

Od 1999 roku mieszkam na „Wojciechówce”. W tym czasie zmarła moja Mama, a Siostra Katarzyna zajęła miejsce Mamy. Stała się też moim przyjacielem.

Dzisiaj pomagam innym w codziennych czynnościach, robię zakupy, a moją szczególną specjalnością stało się pieczenie imieninowego ciasta dla Mieszkańców naszego Domu.

Wyjeżdżam... do brata, do Torunia – na święta oraz w moje rodzinne strony do Witaszyc i Jarocina. Każdego roku korzystam też z wczasów nad morzem, z których wracam wraz z innymi Mieszkańcami obdarowana upominkami. Lubię wtedy słuchać, gdy inni podziwiają moją opaleniznę.

Prowadzę korespondencję, dużo słucham radia, czytam prasę i książki, oglądam telewizję... Swoje miejsce w moim życiu ma Bóg i wiara...

Kiedyś pracowałam z młodzieżą... a tu też jest młodzież, której mogę pomagać w codziennym życiu. Obecnie czuję się tak jakbym była wolontariuszką.

Mogę powiedzieć: mimo tego, że jestem chora, to jestem szczęśliwa.

Tu stałam się wolna...

Sierpień 2004
post title
  • Siostra Bogusława, lat 81

„W chorych spotkałam cierpiącego Chrystusa”

Tu przyprowadził mnie święty Józef w 1963 roku, bo właśnie w Jego święto przyjechałam do Wielenia. Miałam za sobą wiele przeżyć wojennych. W 1944 roku wyjechałam do Warszawy z 44 Siostrami do obozu koncentracyjnego w Ravensbruck. Uwolnił nas 20.02.1945 roku biskup z Bambergu. Krótki czas przebywałyśmy w Bawarii. Potem przyszło wyzwolenie.

W Wieleniu nie od razu otrzymałam pracę. Później zatrudniono mnie na etacie pielęgniarki. Pracowałam kolejno na różnych oddziałach. Nie było łatwo... brak personelu medycznego, brak środków higienicznych. Wraz z salowymi prałyśmy podkłady dla chorych, szorowałyśmy podłogi, troszczyłyśmy się o całą posesję zakładową. Uśmiech ulgi na twarzach chorych rekompensował cały trud.

2004