post title
  • Marek, lat 63

„Jestem bardzo szczęśliwy, że znalazłem nowy dom ...”

  Mam 63 lata - urodziłem się w Gaju Wielkim koło Tarnowa. Rodzice już nie żyją, zmarł również jeden z dwóch braci.
 Ukończyłem szkołę podstawową, a następnie zawodową - zostałem malarzem. Zawód stał się nie tylko źródłem utrzymania, ale też sprawiał przyjemność. Lubiłem swoją pracę - malowałem domy, bloki i inne obiekty - także wnętrza.
  Miałem 26 lat, kiedy poznałem żonę. Owocem tej miłości jest córka. Nasze szczęśliwe małżeństwo trwało tylko 25 lat, bo żona zmarła w wieku 46 lat. Córka wyszła za mąż, ma dwójkę dzieci i zamieszkała osobno.
  Zostałem sam, zająłem się głównie malarstwem. Niestety zacząłem chorować – cukrzyca i inne choroby dawały o sobie znać. Byłem stałym bywalcem szpitali, a w domu nie radziłem już sobie sam. Córka postanowiła o moim zamieszkaniu w Zespole Domów Pomocy Społecznej w Wieleniu.
 Tutaj zaaklimatyzowałem się natychmiast, polubiłem współmieszkańców oraz personel oddziału. Moje stopy, które były wyniszczone przez cukrzycę w końcu wyglądają dobrze, mogę spokojnie spacerować po przepięknym parku, który podziwiam każdego dnia. Tutaj odpoczywam. Jestem bardzo szczęśliwy, że znalazłem nowy dom.

Sierpień 2017
post title
  • Marianna, lat 78

„Dziękuję Bogu za nowy Dom ...”

  Urodziłam się w Poznaniu, w 1939 roku - jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Moja rodzina wojnę przeżyła, jednak później wydarzyła się tragedia. Gdy miałam 6 lat na moich oczach zamordowano moją mamę, a ojca postrzelono. Ja i jedyna siostra przeżyłyśmy.
  Dorastałyśmy wychowywane przez macochę - nową żonę mojego ojca. Szybko weszłam w dorosłość, wyszłam za mąż, urodziłam syna ... Wydawało się, że wszystko się ułożyło.
  Kolejnym doświadczeniem było jednak urodzenie drugiego syna z Zespołem Downa. Bóg dał nam dwoje wspaniałych dzieci, których kochaliśmy z mężem nad życie. Mój świat podporządkowany jednak został wychowaniu syna niepełnosprawnego.
  Z Bożą pomocą mijały dni. kiedy jak grom z jasnego nieba spadła na nas wiadomość o śmiertelnej chorobie starszego syna. Modliliśmy się do Matki Bożej o jak najmniej cierpienia dla niego. Zmarł w wieku 24 lat na raka krwi - białaczkę.
  Bóg mnie doświadczył, ale wiem, że miało to swój cel. Moja wiara umocniła się. 10 lat po śmierci syna, Bóg powołał do siebie mojego męża. Zostałam sama z młodszym synem.
  Dopóki zdrowie pozwalało, dopóty prowadziłam wraz z synem gospodarstwo domowe. Z uwagi jednak na podeszły wiek i pogarszający się stan zdrowia, zdecydowałam się na przyjazd do Sióstr Franciszkanek, do Wielenia. Wybrałam ten Dom, gdyż tylko tutaj możemy być razem z synem.
  Niedługo minie rok odkąd tu zamieszkaliśmy. Zdążyłam nawiązać przyjaźń ze współlokatorką i innymi Mieszkankami.
  Dziękuję Bogu za nowy Dom i za opiekę Sióstr, jaką tu znalazłam.

Marzec 2017
post title
  • Piotr, lat 29

„Na początku było nam bardzo trudno ...”

  Urodziłem się w Wolsztynie - jestem jedynakiem. Mój ojciec zmarł, gdy byłem bardzo małym dzieckiem - nie pamiętam go. Mieszkałem z mamą w Nowej Wsi Zbąskiej. Mama pracowała - mną opiekowali się wtedy dziadkowie i rodzeństwo mamy.
  Miałem beztroskie dzieciństwo - kuzynów i kuzynki. Graliśmy razem w piłkę, łowiliśmy ryby w jeziorze, zbieraliśmy grzyby, zbieraliśmy kamienie na polu, ziemniaki… Szkołę podstawową i gimnazjum skończyłem w Nowej Wsi i Nądni, a szkołę zawodową w Ośrodku Szkolno - Wychowawczym w Sulechowie.
  W tym czasie bardzo dużo zajmowałem się sportem: grałem w piłkę nożną, hokeja, lubiłem bardzo szachy, badmintona. Bywałem na zawodach, zdobywałem medale, puchary, a największą moją przygodą był udział w olimpiadzie specjalnej w Szanghaju gdzie zdobyłem złoty medal w grze pojedynczej i srebrny w deblu badmintona. Dwa tygodnie w Chinach - niezapomniane!!!
  Miałem 21 lat kiedy po skończeniu szkoły wróciłem do domu i zamieszkałem z mamą. Utrzymywałem się z renty rodzinnej i dorabiałem u okolicznych rolników. Mama zajmowała się domem i królikami, mieliśmy koty i psa; zbieraliśmy grzyby, przygotowywaliśmy je na zimę. Lubiliśmy z mamą jeździć rowerami, odwiedzaliśmy naszą dużą rodzinę w Babimoście, Zbąszynku, Wolsztynie itp.
  Stopniowo nasze warunki życiowe się pogarszały, nasz dom coraz bardziej nie nadawał się do zamieszkiwania. Była wilgoć, dziurawy dach, spaliła się instalacja elektryczna, popękały rury. My uważaliśmy, że sobie radzimy, ale ciocie i opieka społeczna postanowiły o naszej przeprowadzce do DPS.
  Po paru miesiącach przyjechaliśmy z mamą do Wielenia. Na początku było nam bardzo trudno się przyzwyczaić, ale jesteśmy tu już od półtora roku i czas mija nam bardzo szybko. Spędzamy dużo czasu z mamą, bierzemy udział we wszystkich organizowanych zajęciach: ergoterapii, zajęciach ruchowych, przedstawieniach, często z własnej woli chodzimy do kościoła.
  Pomagam też na moim oddziale - zbieram naczynia, przewożę Mieszkańców na wózkach. Jestem silny i to się często przydaje. W wolnym czasie lubię oglądać TV, spacerować po pięknym, dużym parku, grać w gry na laptopie i warcaby.
  Moim problemem jest duża nadwaga, ale przez czas pobytu tutaj udało mi się zrzucić około 70 kg!! Bardzo mnie to cieszy.

Czerwiec 2017
post title
  • Krystyna, lat 90

„... na starość Bóg znalazł mi tę nową rodzinę ...”

  W tym roku skończę już 91 lat Do Domu prowadzonego przez Siostry przybyłam w marcu - 7 lat temu. Mieszkałam w Pniewach i zawsze dużo chorowałam - szczególnie na serce i oczy. Będąc już niepełnosprawną podjęłam pracę w Spółdzielni Inwalidów. Bardzo byłam z niej zadowolona i dobrze się tam czułam. Pracę wykonywałam sumiennie, dokładnie, często nawet brałam ją do domu i wykonywałam z mamą. Byłam tam doceniana i chwalona, często również wyjeżdżałam do sanatorium, gdzie mogłam odpocząć.
  Rodzina była dla mnie zawsze najważniejsza. Bardzo mocno przeżyliśmy śmierć mojego brata, który w miesiąc po wojnie zastrzelił się. Mama zajmowała się domem, a tata był tapicerem i lakiernikiem powozów. Był dobrym rzemieślnikiem więc zlecenia miał również dla hrabiostwa, a dla rolników wyrabiał siodła i całą uprząż dla konia. Tata walczył na wschodzie - w wojnie bolszewickiej i uczestniczył w powstaniu wielkopolskim.
  W końcu zostałyśmy z siostrą same. Z biegiem lat siły słabły i musiałam prosić o pomoc w opiece nad siostrą, ale i nad sobą. Zapadła decyzja, bym zamieszkała w Domu Pomocy Społecznej prowadzonym przez Siostry w Wieleniu.
  Jestem szczęśliwa, że na co dzień otaczają mnie mili ludzie. Dziękuję Bogu, że po tym, kiedy przez całe życie poświęcałam się rodzinie, teraz na starość Bóg znalazł mi tę nową rodzinę w Domu u Sióstr i zaopiekował się mną.

Styczeń 2017