post title
  • Daniel, 64 lat

„Wiem, że to moje miejsce”

  Urodziłem się z w Poznaniu. Mam dobry, systematyczny kontakt z bratem Piotrem, a drugi mój brat zmarł, kiedy był młodym mężczyzną. Myślę, że rodzice dobrze mnie wychowali, a przy tym byli bardzo zaradni. Ojciec pracował w drukarni, matka w różnych przedsiębiorstwach. Ogrodnik - to mój zawód wyuczony, więc pracowałem w ogrodnictwie. Lubiłem to, co robiłem - zwłaszcza pracę na świeżym powietrzu.
  Ojciec zaczął niestety chorować i w wieku 62 lat zmarł. Brat mieszkał ze swoją rodziną, a my z mamą zostaliśmy w domu, który ojciec wybudował własnymi siłami. Matka jednak wkrótce również zaczęła chorować, zapominała się, gubiła - nie radziłem sobie z tą sytuacją i nie byłem w stanie się już nią opiekować. Trafiła więc do DPS w Poznaniu.
  Moja choroba również postępowała i już sobie nie radziłem. Często przebywałem w szpitalach, dlatego brat z rodziną zadecydował, że powinienem trafić do domu pomocy społecznej. Wybór padł na zespół domów w Wieleniu i chociaż jestem tu stosunkowo niedługo, już wiem, że to moje miejsce. Korzystam z wszystkich ofert, jakie zapewnia ta placówka. Każda chwila jest dla mnie cenna - szczególnie moje codzienne spacery po terenie pięknego parku. Wyciszam się każdego dnia. Lubię i chcę tu mieszkać - mam już znajomych, na których mogę liczyć. Z satysfakcją stwierdzam, że jestem teraz szczęśliwym człowiekiem.

Lipiec 2018
post title
  • Barbara, 73 lata

„Wygrałam walkę”

  Urodziłam się 7 listopada 1945 roku o godzinie 6 rano, w szpitalu przy ul. Polnej w Poznaniu.
  Mój brat pojawił się na świecie 3 maja - dwa lata później .
  Rodzice nasi byli zgodnym małżeństwem, tata był muzykiem - grał na skrzypcach, mandolinie i gitarze. Zarabiał na życie grając na weselach i innych uroczystościach. Mama natomiast była kucharką.
  W wieku 7 lat zaczęłam chodzić do Szkoły Podstawowej przy ul. Żeromskiego w Poznaniu. Różnie mi szło - największe problemy sprawiały mi przedmioty ścisłe i dlatego przeniesiono mnie do szkoły specjalnej.
  Edukację skończyłam w wieku 16 lat - wolałam pomagać mamie w domu.
  Pierwszą i jednocześnie ostatnią pracę podjęłam w wieku 18 lat w fabryce Goplany. Nie zagrzałam tam długo miejsca. Wypadek, któremu uległam w pracy zakończył moją karierę zawodową.
  Tata doznał zawału serca i zmarł pierwszy, a mama odeszła 10 lat później. Zostaliśmy z bratem sami. Był to dla nas ciężki czas… Nie radziliśmy sobie i w końcu zaopiekowali się nami pracownicy opieki społecznej, którzy wkrótce skierowali mnie na stałe do tutejszego Domu w Wieleniu.
  Nie wiem nawet, kiedy minęło od tego dnia 13 lat. Czuję się tu jak u siebie. Życzliwość, która mnie tu spotkała dała mi siłę do walki z ciężką chorobą.
  Dzięki uporowi, trosce pielęgniarek, lekarza i całego personelu wygrałam walkę z nowotworem. Jestem za to wszystkim ogromnie wdzięczna. Mogę się cieszyć życiem, które mi tu podarowano. Teraz już wiem, że życie trzeba brać garściami.

Luty 2018
post title
  • Pan Stanisław, 64 lata

„Moje dzieciństwo było szczęśliwe”

  Urodziłem się 06 listopada 1953 roku w Poznaniu. Mam dwoje rodzeństwa: siostrę i brata - ja jestem najstarszy. Siostra wyemigrowała. Mieszka w Hanowerze i tam założyła rodzinę. Brat mieszka z żoną w Płocku.
  Moje dzieciństwo z pewnością mogę to powiedzieć: było szczęśliwe. Ojciec z zawodu cukiernikiem prowadził własną cukiernię. Matka pracowała w ochronie obiektów. Do momentu, gdy zmarł mój ojciec, finansowo radziliśmy sobie dobrze. Miałem wtedy sześć lat i nasze życie drastycznie się zmieniło. Mamie ciężko było utrzymać dom i trójkę dzieci.
  Skończyłem szkołę zawodową i zostałem ślusarzem. Podjąłem pracę w „Romecie”, jako ślusarz remontowy. Pracowałem tam cztery lata i dzięki temu pomagałem mamie finansowo.
  Poznałem swoją pierwszą i prawdziwą miłość. Oddałem jej całego siebie, jednak los chciał inaczej. Za swoje wybryki zostałem na miesiąc aresztowany. Mimo to byliśmy ze sobą dwa lata, planowaliśmy wspólne życie. Nie podając jednak powodu zostawiła mnie i wyjechała za granicę - tam mieszka do dziś.
  Kolejnym dla mnie ciosem była śmierć mojej matki. Nie radziłem sobie z tą sytuacją, czułem się bardzo samotny. Zacząłem prowadzić hulaszczy tryb życia, zostałem stałym bywalcem dyskotek itp.. Zabawa i koledzy mieli zapełnić mi pustkę w mym sercu.
  W końcu zainteresowała się mną pomoc społeczna, która przydzieliła mi opiekunkę z Czerwonego Krzyża. Kiedy jednak odmroziłem sobie stopy, trafiłem właśnie tutaj - do Zespołu Domów Pomocy Społecznej w Wieleniu. Wiem, że sam nie poradziłbym sobie. Mam tutaj całodobową opiekę i czuję się szczęśliwy. Chętnie pomagam na oddziale i sam sobie wynajduję zajęcie.
  Dziękuję Bogu, że się tu znalazłem i mam swój nowy dom.

Maj 2018
post title
  • Maria, 88 lat

„Tęsknota za bliskimi”

  Urodziłam się w latach dwudziestych i pochodzę z rodziny robotniczej. Było nas troje - dwóch braci i ja. Po wojnie uczęszczałam do szkoły podstawowej dla dorosłych. No i właściwie to byłoby na tyle - moja edukacja dobiegła końca. Podjęłam pracę w Poznaniu, w drukarni, jako pomocnik introligatora. Reszta mojej rodziny również osiedliła się w Poznaniu i każdy z nas tam znalazł swoje miejsce.
  W wieku 21 lat wyszłam za mąż - urodziłam syna, który po 3 miesiącach zmarł. W tych latach medycyna nie była tak rozwinięta, jak dzisiaj i na skutek różnych chorób ludzie umierali. Pomimo bólu po stracie dziecka życie toczy się dalej. Musiałam się z tym pogodzić i stawić czoła rzeczywistości.
  Po dwóch latach przyszedł na świat mój drugi syn - Marek, który dzisiaj ma 62 lata (jak ten czas szybko leci…). Niestety życie go nie oszczędza i do dzisiaj boryka się z poważnymi chorobami - ale to już inna historia.
  Na czym to skończyłyśmy… Już wiem - mój kochany Poznań. Żyło nam się tam dobrze. Ja pracowałam w sklepie „Społem”, a mąż w „Przedsiębiorstwie Remontowo - Montażowym” - na stanowisku kierowniczym. Ach, jak ten czas ucieka … Mówią, że cudze dzieci rosną szybko, ale swoje niestety też. Syn Marek wyrósł na wspaniałego człowieka i założył swoją rodzinę. Pozostaliśmy sami. W wieku 61 lat zmarł niestety mój ukochany mąż, a ja zostałam zupełnie sama, z nienajlepszym zdrowiem i bez niczyjej pomocy.
  Mówią, że starych drzew się nie przesadza, ale życie pisze różne scenariusze. W marcu 2017 roku trafiłam do Zespołu Domów Pomocy Społecznej w Wieleniu. Dzisiaj, z perspektywy czasu uważam, że podjęłam słuszną decyzję. Jest mi tutaj dobrze, tutaj chcę spędzić ostatnie dni mojego życia.
  Tylko ta tęsknota za bliskimi …

Styczeń 2018